Jak sprawdzić poziom angielskiego dziecka przed rozpoczęciem kursu?

„Niby ma dobre oceny, ale mam wrażenie, że nic nie umie.”

„Kiedy pytam go o coś po angielsku, nie wie, co odpowiedzieć.”

„Uczy się już kilka lat, ale nie ma żadnej swobody w mówieniu.”

To jedne z najczęstszych zdań, jakie słyszę od rodziców przed rozpoczęciem nowego kursu językowego.

I czasami okazuje się, że obawy rodzica były zupełnie niepotrzebne.

Dziecko wie znacznie więcej, niż wydaje się mamie czy tacie. Potrzebuje tylko chwili, odpowiednio zadanego pytania albo bezpiecznej sytuacji, żeby tę wiedzę pokazać.

Ale zdarza się również odwrotnie.

Dobre oceny szkolne potrafią uśpić czujność. Uczeń przez kolejne lata przynosi czwórki i piątki, więc wszyscy zakładają, że wszystko jest w porządku. Dopiero egzamin ósmoklasisty potrafi boleśnie pokazać, że część podstaw nigdy nie została dobrze opanowana.

Dlatego przed zapisaniem dziecka na kurs językowy nie pytam tylko:

„Do której klasy chodzi?”

Chcę wiedzieć:

„Co ono naprawdę potrafi zrobić z językiem?”

I to jest ogromna różnica.

Czy ocena z angielskiego mówi, jaki poziom ma dziecko?

Nie zawsze.

Ocena szkolna jest dla mnie informacją, ale nigdy nie jest jedynym kryterium przy doborze grupy.

Można nauczyć się materiału na sprawdzian, dostać bardzo dobrą ocenę, a jednocześnie mieć trudność z odpowiedzią na proste pytanie po angielsku.

Można też mieć gorsze oceny, a posiadać bardzo dobre wyczucie języka, świetny słuch czy łatwość komunikowania się.

Poziom realizowany w szkole nie zawsze odpowiada również rzeczywistemu poziomowi konkretnego ucznia.

Spotykam dzieci, które w czwartej klasie prezentują umiejętności odpowiadające znacznie starszym uczniom.

Zdarzało mi się również spotykać młodzież ze szkoły średniej z ogromnymi brakami sięgającymi podstawówki.

Dlatego wiek i klasa są dla mnie punktem odniesienia, a nie diagnozą.

W ciągu jednego dnia mogę spotkać czworo czwartoklasistów i każde z tych dzieci może potrzebować zupełnie innej grupy.

Jak wygląda sprawdzenie poziomu angielskiego dziecka?

To zależy przede wszystkim od jego wieku.

Nie diagnozuje się przecież czterolatka tak samo jak maturzysty.

Przedszkolak – około 5–10 minut

U najmłodszych dzieci nie interesuje mnie znajomość czasów gramatycznych.

Patrzę na potencjał językowy.

Sprawdzam między innymi:

  • pamięć, 
  • umiejętność powtarzania ze słuchu, 
  • reakcję na język, 
  • tempo uczenia się, 
  • łatwość zapamiętywania nowych słów i zwrotów. 

Czasami diagnoza odbywa się podczas krótkiego spotkania, a czasami dziecko bierze udział w lekcji pokazowej i wtedy bardzo cenna jest dla mnie obserwacja lektora.

Już u małego dziecka można zauważyć rzeczy, których rodzic może w ogóle nie kojarzyć z nauką języka.

Po 16 latach pracy często jestem w stanie wychwycić nawet niewielkie wcześniejsze osłuchanie z angielskim.

Czasami wystarczy, że dziecko oglądało bajki czy materiały na YouTube po angielsku.

Widać to w sposobie, w jaki słucha, powtarza czy reaguje na dźwięki języka.

I właśnie podczas takich spotkań zdarza się również znaleźć prawdziwe językowe perełki – dzieci z wyjątkowym słuchem, pamięcią czy łatwością uczenia się języków.

Klasy 1–3 – około 10–15 minut

Tutaj nadal bardzo interesuje mnie potencjał dziecka, ale zaczynam już obserwować, czy uczeń „łapie” schemat nauki języka.

Sprawdzam słuch, rozumienie, pierwsze struktury językowe, zasób poznanych słów i przede wszystkim to, czy dziecko zaczyna rozumieć, jak działa język.

Klasy 4–8 – około 15–20 minut

U starszych dzieci możemy już sprawdzić praktycznie wszystkie najważniejsze obszary:

gramatykę, słownictwo, czytanie ze zrozumieniem, rozumienie języka oraz mówienie.

I tutaj bardzo często wychodzą różnice.

Uczeń może świetnie radzić sobie z gramatyką, ale mieć problem z mówieniem.

Może mieć duży zasób słów, ale słabiej rozumieć tekst.

Może rozwiązywać ćwiczenia, ale mieć trudność z wykorzystaniem języka w spontanicznej odpowiedzi.

Dlatego jeden wynik testu nie daje mi jeszcze pełnego obrazu.

Szkoła średnia – około 30–40 minut

Tutaj potrzebuję już więcej czasu.

Szczególnie dokładnie patrzę na gramatykę i porównuję ją z zasobem słownictwa, rozumieniem tekstu i umiejętnością komunikacji.

U nastolatków różnice pomiędzy poszczególnymi kompetencjami potrafią być naprawdę duże.

I właśnie dlatego właściwe zakwalifikowanie ucznia do grupy jest tak ważne.

A jak sprawdzamy poziom angielskiego osoby dorosłej?

U dorosłego zaczynam jeszcze od jednego pytania:

Po co właściwie potrzebujesz języka?

Bo zupełnie inaczej powinna wyglądać nauka osoby, która chce swobodnie porozumiewać się podczas podróży, inaczej kogoś, kto potrzebuje angielskiego w pracy, a jeszcze inaczej osoby przygotowującej się do konkretnego certyfikatu językowego.

Sam napis B1 czy B2 nie mówi nam wszystkiego.

Dobry kurs powinien prowadzić człowieka tam, dokąd rzeczywiście chce dojść.

„A co, jeśli moje dziecko zestresuje się podczas diagnozy?”

Biorę na to poprawkę.

Tak samo jak biorę pod uwagę wakacyjną przerwę i chwilowe zapominanie.

Po tylu latach pracy potrafię zazwyczaj odróżnić sytuację, w której uczeń czegoś rzeczywiście nie wie, od momentu, kiedy wie, ale chwilowo nie może sobie przypomnieć.

Czasami wystarczy inaczej zadać pytanie.

Naprowadzić.

Zmienić sposób rozmowy.

Dać chwilę.

Nie chcę, żeby stres zaburzył mi obraz rzeczywistych możliwości dziecka.

Dlatego na diagnozę w ESPERO naprawdę nie trzeba się przygotowywać.

Mówię:

przyjdźcie po prostu z uśmiechem.

Nie robimy egzaminu.

Nie wystawiamy oceny.

Nie próbujemy dziecka złapać na tym, czego nie umie. Próbujemy je zrozumieć.

Przy doborze grupy poziom języka to nie wszystko

To jest dla mnie niezwykle ważne.

Mogłabym sprawdzić angielski, wpisać wynik do tabelki i na tej podstawie przypisać ucznia do grupy.

Tylko że pracuję z człowiekiem, a nie z wynikiem.

Dlatego pytam również rodzica i dziecko:

Jak radzi sobie z porażką?

Czy jest pewne siebie?

Jak czuje się wśród starszych dzieci?

A jak wśród młodszych?

Jeżeli widzę, że poziomem znacznie wyprzedza swoich rówieśników, pytam młodego człowieka, czy będzie mu dobrze w grupie ze starszymi uczniami.

Jeżeli potrzebuje więcej czasu, również szukamy dla niego środowiska, w którym będzie mógł spokojnie pracować.

Opinia dziecka ma dla mnie znaczenie.

Chcę, żeby decyzja o kursie była wspólną decyzją rodzica, dziecka i nas.

Bo szczęśliwe dziecko, które lubi przychodzić na zajęcia i widzi swoje postępy, to najczęściej również zadowolony rodzic.

Dobra grupa nie może być ani za łatwa, ani za trudna

Jeżeli grupa jest za łatwa, dziecko przestaje się rozwijać.

Jeżeli jest zdecydowanie za trudna, może zacząć myśleć:

„Inni potrafią, a ja nie.”

A stąd już bardzo krótka droga do zniechęcenia.

Dlatego szukamy środka.

Dobra grupa to taka, w której dziecko robi postępy, ale robi je spokojnie, bez niepotrzebnego stresu i dobrze się przy tym czuje.

I tutaj ogromne znaczenie ma jeszcze jedna rzecz.

Dlaczego uczymy w mikrogrupach 3–4-osobowych?

W ESPERO nasze najmniejsze grupy językowe liczą 3–4 osoby.

To naprawdę zmienia sposób pracy.

Lektor może obserwować każdego ucznia, reagować na jego trudności i dać mu znacznie więcej przestrzeni do mówienia.

Łatwiej również minimalizować niewielkie różnice poziomu pomiędzy uczniami.

Jeżeli jedno dziecko potrzebuje trochę więcej czasu, możemy mu go dać.

Jeżeli drugie zaczyna wyprzedzać grupę, możemy stawiać mu większe wyzwania.

W dużej grupie jest to znacznie trudniejsze.

A jeśli nie mamy odpowiedniej grupy?

Nie zapisujemy dziecka do przypadkowej tylko dlatego, że akurat mamy tam wolne miejsce.

Jeżeli odpowiednia grupa znajduje się w innej naszej filii – proponujemy rodzicowi inne miejsce.

Jeżeli w danym momencie naprawdę nie jesteśmy w stanie znaleźć właściwej grupy, możemy zaproponować zajęcia indywidualne.

Ale nie chcemy wciskać ucznia na siłę do grupy, do której kompletnie nie pasuje.

Byłoby to po prostu nieuczciwe.

Zależy nam nie na samym zapisie, ale na tym, żeby dziecko później rzeczywiście dobrze sobie radziło.

Czasami zmiana grupy jest… bardzo dobrą wiadomością

Zdarzało nam się przenosić dzieci do innych grup.

I wcale nie zawsze dlatego, że miały trudności.

Czasami dzieje się coś znacznie przyjemniejszego.

Dziecko polubiło angielski.

Złapało wiatr w żagle.

Zaczęło robić szybkie postępy.

I widzimy, że możemy dać mu więcej.

Wtedy zmiana grupy nie jest porażką.

Jest informacją:

„Możesz już iść dalej.”

Najzabawniejsza diagnoza w mojej karierze

Mam też historię, którą do dziś wspominam ze śmiechem.

Kiedyś, jeszcze w czasach papierowych umów, byłam już bardzo zmęczona i zaczęłam diagnozować kolejną dziewczynkę.

Pytam.

Odpowiada.

Zadaję trudniejsze pytanie.

Odpowiada.

Zmieniłam sposób pytania.

Znowu świetnie.

Myślę sobie:

Ale ona dobrze mówi!

Jak szybko łapie!

W końcu nie wytrzymałam i pytam mamę:

„Kto ją tak dobrze nauczył?”

Mama patrzy na mnie i mówi:

„No przecież chodzi do ESPERO.”

Zapomniałam, że diagnozuję własną uczennicę.

Nie ma to jak zrobić niezapowiedzianą kontrolę pracy własnego lektora. 😄

Ale właśnie takie sytuacje są dla mnie najlepszym potwierdzeniem, że to, co robimy, naprawdę działa.

Czy warto sprawdzić poziom angielskiego przed zapisaniem dziecka na kurs?

Zdecydowanie warto.

Nie po to, żeby przykleić dziecku etykietę:

A1, A2, B1…

Tylko po to, żeby znaleźć mu miejsce, w którym będzie mogło się rozwijać.

Po diagnozie od razu przekazuję rodzicowi swoją opinię.

I staram się być uczciwa.

Jeżeli przychodzi do mnie dziecko uczące się wcześniej w innej szkole językowej i widzę, że ktoś wykonał z nim świetną pracę – mówię to rodzicowi wprost.

Nie interesuje mnie udowadnianie, że wszędzie poza ESPERO uczą źle.

Interesuje mnie odpowiedź na pytanie:

Gdzie jest dzisiaj ten konkretny uczeń i czego potrzebuje, żeby zrobić następny krok?

Jak wygląda zapis na kurs językowy w ESPERO?

Droga jest prosta:

diagnoza poziomu → dobór odpowiedniej grupy → umowa → okres próbny → dalsza nauka.

Dzięki temu nie musimy zgadywać, czy grupa będzie odpowiednia.

Najpierw poznajemy ucznia.

Potem dobieramy miejsce.

A następnie obserwujemy, czy rzeczywiście dobrze się w nim czuje i rozwija.

Największy błąd, jaki widzę po 16 latach pracy?

Rodzice często spodziewają się, że odpowiem:

„Źle dobrana szkoła.”

„Za mało nauki.”

„Brak pracy w domu.”

A ja powiedziałabym coś innego.

Największym błędem jest rozpoczęcie nauki języka zbyt późno.

I dla mnie późno potrafi oznaczać już… pierwszą klasę szkoły podstawowej.

Nie dlatego, że siedmiolatek nie może świetnie nauczyć się języka. Oczywiście, że może.

Chodzi o wykorzystanie wcześniejszych lat, kiedy dziecko niezwykle naturalnie osłuchuje się z brzmieniem języka, powtarza bez analizowania każdego błędu i może zbudować coś, czego później bardzo potrzebujemy:

poczucie, że język obcy jest czymś normalnym.

Nie szkolnym przedmiotem.

Nie sprawdzianem.

Nie oceną.

Językiem.

I chyba właśnie od tego zaczyna się naprawdę dobra nauka.